Kontakt

Galeria

Medale Medale

Żydówka ocalona w Czatkowicach

Z lat służby i walki 1939 – 1945

Tom 4

Bazarnik Władysław

Rozdział VII – Przez lata po mojej żołnierskiej służbie dla Ojczyzny.

Rozdział 41

Żydówka z dzieckiem ocalona w Czatkowicach Górnych.

Podziękowanie Żydówki.

Był 1995 rok. W Czatkowicach przed domem Nr 121 zatrzymał się samochód z obcą zagraniczną rejestracją. Wysiadły trzy osoby. Młody mężczyzna, młoda kobieta i starsza kobieta. Widząc rozglądających się wyszedł do nich Roman Kuczara. Zaraz do niego podeszła starsza kobieta.

Zapytała płynną polszczyzną.

  • Jak trafić do piekarza ?

  • Czy stary piekarz prowadzący w Czatkowicach piekarnię w czasie wojny jeszcze żyje ?

  • Bo przyjechałam z podziękowaniem za uratowanie życia w czasie wojny.

Po rozmowie Roman Kuczara zaprowadził przyjezdnych do Płaczka Stanisława syna Piotra Płaczka czatkowickiego piekarza.

W rozmowie przybyła opowiedziała;

  • Zamieszkuję obecnie w Paryżu. Jestem z pochodzenia Żydówką. Przyjechałam wraz z córką i jej mężem wypełnić ostatnią wolę nieżyjącej już Matki złożyć serdeczne podziękowania osobom , które przyczyniły się do ocalenia życia Matce i jej, jako dziecięciu niepamiętającego tragicznych lat wojny. Jak przekazała jej Matka opowiadając często o przeżyciach doznanych w tamtych tragicznych latach. Mieszkali w Krakowie. Ojciec adwokat zaginął w zamęcie powszechnej ucieczki ludności na wschód po wybuchu wojny w 1939 roku przed nadchodzącą armią niemiecką. Powróciły z ucieczki do mieszkania w Krakowie. Gdy niemiecki okupant zaczął szykanować mniejszość żydowską uciekły z Krakowa. Zamieszkały w Czernej prawdopodobnie z poręczenia sołtysa wsi p. Maciejowskiego. Po pewnym czasie zaczęło zagrażać ujawnienie ukrywających się matki i córki, i zaszła konieczność zmiany miejsca pobytu. Prawdopodobnie p. Maciejowski w zmowie z sołtysem wsi Czatkowice Franciszkiem Żbikiem, spowodował zmianę miejsca ukrycia. Przyjął je na zamieszkanie p. Stanisław Pawłowski do swojego domu Nr 161, w którym zamieszkiwał z dość liczną rodziną. Organizował też zarazem i konieczną pomoc żywnościową, angażując w jej udzielenie miejscowego piekarza Piotra Płaczka i prowadzącą miejscowy sklep p. Zofię Stachowską. W tym okresie niemieccy okupanci zaczęli organizować „getta” dla ludności pochodzenia żydowskiego, rozpowszechniając zarządzenia grożące karą śmierci za ukrywanie żydów. Nadchodziły też różne wieści o stosowaniu takich kar przez niemieckiego okupanta mordującego całe polskie rodziny, które udzielały schronienia żydom. Przerażona tymi wieściami ukrywająca się postanowiła „ulotnić się” aby nie narażać p. Pawłowskiego i całej jego rodziny. Cichaczem wyjechała do Krakowa licząc że w większym środowisku uda jej się przeżyć z maleńką córką. Nie znalazła jednak schronienia. Zrozpaczoną i zdesperowaną, bez celu błąkająca się po mieście z maleńkim dzieckiem, napotkał Stanisław Płaczek syn Piotra piekarza. Rozpoznał ją bo zanosił jej do domu Pawłowskiego z polecenia ojca chleb. Widząc jej bezradność namówił ją do powrotu do Czatkowic. Ryzykując bardzo wiadomymi sobie przejściami zaprowadził je na dworzec i pociągiem przywiózł do Czatkowic. Z pomocą dobrych ludzi obie przeżyły w ukryciu do stycznia 1945 roku kiedy niemcy zmuszeni byli opuścić te tereny. Matka i córka powróciły do Krakowa. Ojca nie znalazły. Wyjechały do rodziny ojca, do Francji skąd pochodził, rozpoczynając nowe życie. Wypełniając wolę zmarłej Matki składam serdeczne podziękowania wszystkim dobrym ludziom Czatkowic, szczególnie odważnemu panu Stanisławowi.

Zakończyła zostawiając adres i zaproszenie w gościnę do Paryża.